Czy duży telewizor musi być drogi? Budżetowy TCL 65 cali po roku użytkowania.

Producenci co roku wprowadzają do swoich produktów ulepszenia i ścigają się na cale. Ale czy duży telewizor musi być drogi?

Do tego wpisu zbierałem się dobre pół roku, ale po drodze pojawiał się zawsze jakiś ciekawszy temat do omówienia. Zapalnikiem, dzięki któremu jednak powstał, był film na YouTubie poruszający temat najlepszych dużych telewizorów, opublikowany przez redakcję VideoTesty. Wynika z niego, że średnia cena 75 calowego sprzętu to 12 000 zł. Musicie przyznać, że to kosmiczna kwota jak na sprzęt RTV. Czy duży telewizor musi być drogi? Pozwólcie, że podzielę się moimi doświadczeniami.

Od ponad roku jestem posiadaczem 65 calowego telewizora firmy TCL, a wcześniej przez 4 lata używałem 46 calowego Sharpa. Więc chyba mogę stwierdzić, że na mojej ścianie zawsze wisiał sprzęt o przekątnej większej niż obowiązujący w danym okresie standard. Jak zauważyliście nie są to marki, które wzbudzają ogólne pożądanie, a wręcz dużo osób nawet nie pomyślałoby o zakupie takiego urządzenia. Więc co mnie skłoniło do takich ryzykownych zakupów?

Każdy producent telewizorów promuje inną technologię

Po pierwsze doświadczenie ze sprzętem audio i video, które nabyłem przez prawie 6 lat pracy w sklepie RTV EURO AGD. Każde szkolenie organizowane przez producentów, wskazuje inny kierunek rozwoju i ścieżkę technologiczną, którą podążają poszczególne firmy. Nie będę odnosił się do obecnej sytuacji, a do lat 2009 – 2015.

Wtedy Samsung królował, jeżeli chodzi o wprowadzanie nowinek, np. zakrzywione ekrany. Ale poza tym stawiał na bardzo jaskrawe, wręcz nienaturalne kolory.

LG kusiło pilotem Magic Remote, który był jednocześnie kursorem ułatwiającym korzystanie z przeglądarki internetowej.

Sony stawiało na jak najwierniejsze odwzorowanie kolorów, potwierdzone licznymi certyfikatami stosowanymi najczęściej w kinie.

Philips promował podświetlenie ambilight, które odciążało wzrok w trakcie nocnego oglądania i świetnie się prezentowało.

Sharp królował w segmencie dużych telewizorów. Pamiętam Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2014 i sprzedające się jak świeże bułeczki modele 60 i 70 cali.

I już wtedy można było spotkać budżetowe marki pokroju TCL.

Pozorne różnice w jakości obrazu

Jeżeli chodzi o różnice w jakości obrazu, śmiem twierdzić, że najbardziej rzucają się w oczy na ścianie w sklepie, gdzie kilka marek i modeli wisi obok siebie. Wiadomo, że wtedy Samsung będzie wiódł prym w kwestii jaskrawości obrazu, a Sony będzie miał najlepiej odwzorowaną czerń. Aczkolwiek telewizory z włączonym trybem sklepowym, mają się nijak do tego, jak oglądamy je w domu.

Tutaj dochodzimy też do kwestii ustawień obrazu, który możemy wyregulować według własnych predyspozycji. Niektórzy będą woleli oglądać obraz we wszystkich kolorach tęczy, ale kosztem jego naturalności. A jeszcze inni zwrócą uwagę na odwzorowanie czerni. Z kolei trzecia grupa w ustawieniach będzie kierowała się oszczędnością prądu.

Wady do których można się przyzwyczaić

No właśnie, każdy z nas jest inny. To, co Tobie będzie przeszkadzało w telewizorze, ja mogę nawet nie zauważyć. Np. odnosząc się do Sharpa, którego używałem wcześniej. Zastosowane w nim podświetlenie matrycy dalekie było od doskonałości, gdyż było nierównomierne. Najbardziej objawiało się to na scenach nocnych i końcowych napisach, wówczas lewa i prawa krawędź ekranu świeciły niczym żarówki. Czy wyglądało to ładnie? Oczywiście, że nie. Ale z czasem przyzwyczaiłem się do tego i nie zwracałem nawet uwagi.

Myślę, że ważne są również oczekiwania do zakupionego sprzętu. Wcześniej wspomnianego Sharpa używałem do oglądania filmów, a po HDMI miałem podpiętego peceta i w tamtym okresie dużo grałem. Matryca w tym modelu była 100 Hz, więc odzwierciedlenie ruchów na ekranie było bardzo dobre. Funkcje internetowe z kolei były bardzo słabe, ale nie zależało mi, bo na stałe podpięty był komputer.

Przekątna to nie wszystko

A jak to ma się w obecnie używanym 65 calowym telewizorze firmy TCL. Mój egzemplarz kupiłem na początku roku 2019 w cenie 2400 zł, gdzie najtańsze modele o tej przekątnej chodziły po 3000 zł. Więc stosunek ceny do wielkości jest bardzo dobry. Jakość obrazu nie powala, ale nie ma też do czego się przyczepić. Jest rozdzielczość 4K, jest wsparcie dla HDR. Matryca jest 50 Hz, ale obecnie praktycznie nie gram w gry, a do filmów takie odświeżanie wystarczy. Wbudowanymi funkcjami smart również się nie przejmuję, ponieważ mam podpiętą przystawkę Xiaomi Mi Box. Wraz z soundbarem i podświetleniem ambilight Govee DreamColor mój telewizor naprawdę dobrze prezentuje się w salonie.

Czy kupiłbym go ponownie? Zdecydowanie NIE. Teraz jesteście pewnie skołowani, ponieważ w akapicie powyżej napisałem, że to całkiem niezły model, szczególnie biorąc pod uwagę wielkość i cenę. I pod kątem tego kryterium nadal go polecam. Ale z czasem zmienił się sposób, w jaki wykorzystuję telewizor i drobne rzeczy urosły do rangi poważnych problemów.

Funkcjonalności, których bardzo brakuje

Dajmy na to brak technologii Bluetooth. Wcześniej zupełnie mi to nie przeszkadzało, ale odkąd usypiam wieczorami dwuletniego syna, po jego zaśnięciu nie chcę włączać dźwięku, żeby go nie wybudzić. Z drugiej strony chciałbym obejrzeć coś na dużym ekranie. Teoretycznie mogę bezprzewodowe słuchawki sparować z Xiaomi Mi Box, ale wtedy eliminuję możliwość oglądania telewizji. Problem próbowałem rozwiązać za pomocą dodatkowego adaptera podłączanego na małego jacka, ale jakość dźwięku na słuchawkach jest wtedy fatalna.

Tylko 3 porty HDMI i brak złącza optycznego również sprawia obecnie problem. Ponieważ nie ma w moim telewizorze wejścia Toslink, soundbar muszę podłączyć przez HDMI. Pod drugim znajduje się dekoder telewizji kablowej, a pod trzecim przystawka Mi Box. Więc na konsolę zabrakło już miejsca. Dodatkowo mam problem, ponieważ przy włączeniu telewizora, soundbar nie uruchamia się automatycznie.

W momencie zakupu mojego egzemplarza TCL, wiedziałem o technologii ambilight i miałem już w jakimś stopniu zaimplementowane w mieszkaniu smart oświetlenie. Po głowie chodziły mi modele telewizorów Philips, z ich autorską technologią podświetlenia obudowy, ale były znacznie droższe, szczególnie przy dużych rozmiarach. Postanowiłem więc temat odpuścić, a tył telewizora oświetlić aktywną taśmą LED firmy Govee. Uzyskany efekt jest bardzo dobry, ale mimo wszystko daleki od oryginału.

Na koniec poruszę obecność Asystenta Google w telewizorze, która jest ważna z perspektywy smart domu. Jak wcześniej wspominałem, przez złącze HDMI mam podłączoną przystawkę Xiaomi Mi Box, która działa na bazie systemu Android TV 8.0, więc ma wsparcie dla Asystenta. Nie jest on jednak zintegrowany z telewizorem, więc za pomocą komend głosowych nie mogę go włączyć, kontrolować głośności, zmieniać kanałów itp. W tym wpisie pokazuję, jak udało mi się obejść ten problem. No i pozostaje jeszcze niedogodność związana z używaniem dwóch pilotów.

Kupuj pod kątem aktualnych i przyszłych wymagań

Słowem podsumowania. Czy duży telewizor musi być drogi? Oczywiście, że nie. Jeżeli szukamy sprzętu do konsumowania treści na dużym ekranie, a nie obchodzą nas funkcje dodatkowe, to znajdziemy szereg modeli w dobrej cenie. Tym bardziej, że w sieciówkach na przełomie sezonów, można upolować niezłe okazje cenowe. Ale jeżeli chcesz mieć telewizor duży i dobry, uzbrojony we wszystkie technologiczne nowinki, musisz liczyć się z wydaniem znacznej kwoty.

Jak pisałem wcześniej, nie kupiłbym ponownie mojego telewizora. Zakładając, że taki sprzęt wymienia się co 5 lat, wolałbym dołożyć 1000 zł – 1500 zł i posiadać model wyposażone we wszystkie funkcje, z których już teraz chciałbym korzystać. Dlatego przez zakupem proponuję dobrze zastanowić się, w jaki sposób będziecie używać sprzętu. Co jest Wam niezbędne, a z jakich funkcji jesteście w stanie zrezygnować. Ponieważ kryteria zakupu sprzed kilku lat, niekoniecznie sprawdzą się obecnie.

Udostępnij
Dariusz Brzóska
Dariusz Brzóska

Z zawodu handlowiec z prawie 15-letnim doświadczeniem. Sercem zawsze w branży IT. Po godzinach prowadzę bloga o smart home, kanał youtube z animowanymi statystykami oraz projektuję strony internetowe. W wieku 40 lat podjąłem ryzyko i spełniam się zawodowo jako marketer.