Odkurzacz automatyczny Samsung POWERbot Edycja Star Wars

Sprawdź, jakie wady kryje odkurzacz automatyczny Samsung POWERbot, a które wyszły na jaw już po dwóch tygodniach użytkowania.

Nie mam w zwyczaju wypowiadać się o sprzęcie wcześniej niż 3 miesiące od zakupu. Uważam, że dopiero po takim okresie można stwierdzić, czy urządzenie spełnia pokładane w nim oczekiwania. W kontrolowanych warunkach przy szybkich testach, ciężko jest wyłapać drobne mankamenty albo niedociągnięcia. Co innego, w trakcie długotrwałego użytkowania, kiedy podczas codziennej pracy zaskoczą nas nieprzewidziane sytuacje. Przyjdzie nam wymienić jakieś części albo wgrać nowe oprogramowanie.

Nie daj się skusić ciemnej stronie mocy

Do złamania tej zasady zmusił mnie odkurzacz automatyczny Samsung POWERbot, w limitowanej wersji z Gwiezdnych Wojen. O tym, że będzie on nowym nabytkiem w moim mieszkaniu, pisałem przy okazji omówienia 2-letnich doświadczeń z modelem iLife V7s Pro. Pewnie domyślacie się, że moje oczekiwania po przesiadce na „markowy” produkt, kosztujący trzy krotne więcej, były dość spore. Ale nigdy był nie pomyślał, że już po dwóch tygodniach będę w stanie sierdzić, że nie tylko nie sprostał tym oczekiwaniom, a wręcz mnie zawiódł.

Nie daj się skusić ciemnej stronie mocy

Dobre złego początki

Początki obcowania z Darthem Vaderem w roli sprzątaczki były nawet pozytywne. Pod względem technicznym odkurzacz posiada wszystko, co obecnie jest na topie. Ma dużą moc ssania, zmienianą w zależności od odkurzanej powierzchni, kamerę tworzącą mapę pomieszczeń i wykrywającą przeszkody. Możliwość sterowania za pomocą dotykowego panelu, pilota lub aplikacją na telefonie. Nie będę zagłębiał się w pełną specyfikację, bo można ją sprawdzić w internecie. A do tego akcenty na samym odkurzaczu i dźwięki, znane wszystkim fanom Gwiezdnych Wojen. Czego chcieć więcej?

Dobre złego początki

Od czego zacząć wymienianie wad?

Na przykład odkurzenia w podstawowym stopniu bezproblemowo dostępnych miejsc we wszystkich pomieszczeniach. Tylko tyle. Niestety POWERbot nie podołał temu zadaniu. Na jednym ładowaniu nie był w stanie objechać całego mieszkania, a to zaledwie 62 m2, a rzeczywistej powierzchni do sprzątania jest znacznie mniej.

Inny problem objawiał się tym, że Vader uparcie odkurzał salon, a przez resztę pomieszczeń pobieżnie przelatywał. Być może to kwestia algorytmów, albo tego że właśnie w salonie znajdowała się baza ładująca.

Kolejna sprawa to działanie na dywanach. Opcja zwiększenia mocy ssania po wjechaniu na taką powierzchnię rzeczywiście działa. Ale co z tego, kiedy odkurzacz na niej głupiał i za wszelką cenę próbował zjechać. Powodem takiego zachowania były pewnie czarne kwadraty na dywanie, które wykrywał jako brak podłoża. Ale przypominam, że mamy do czynienia ze sprzętem kosztującym ok. 2400 zł, a on nie odróżnia czarnego dywanu od schodów.

Następna sprawa, to reklamowana funkcja omijania przedmiotów pozostawionych na podłodze. I tu znowu zawód, bo co z tego, że robot omijał małą ładowarkę od laptopa, żeby następnie toczyć bój z dużym krzesłem.

Sterowanie za pomocą aplikacji w telefonie działa, tak jak mogłem się tego spodziewać. Problem pojawił się, gdy chciałem używać poleceń głosowych. Usługę SmartThings od Samsunga udało się sprawnie połączyć z Google Home, ale sam odkurzacz nie był niestety widoczny na liście urządzeń.

Od czego zacząć wymienianie wad

Model dla fanów Gwiezdnych Wojen?

Na koniec kwestia edycji specjalnej z Gwiezdnych Wojen, na którą składają się wygląd odkurzacza przypominający hełm Dartha Vadera oraz licencjonowane dźwięki. Na początku, każde odtworzenie marsza imperialnego powoduje uśmiech na twarzy, a oddech mrocznego Jedi wzbudza zaciekawienie gości. Jednak z czasem wszystkie odgłosy stają się irytujące, więc i tak je wyłączyłem.

Model dla fanów Gwiezdnych Wojen

Na rynku dostępne są lepsze modele w korzystniejszej cenie

Na rynku jest obecnie mnóstwo automatycznych odkurzaczy, w każdym przedziale cenowym zaczynającym się już od 400 zł. Starzy wyjadacze na rynku AGD, jak np. Samsung, Electrolux, czy nawet wyspecjalizowany iRobot, muszą zmierzyć się z ostrą konkurencją ze strony chińskich producentów. A te sprzęty są coraz lepsze, zachowując znacznie niższą cenę.

Moje rozgoryczenie POWERbotem od Samsunga jest chyba spowodowane tym, że z perspektywy długiego użytkowania robota sprzątającego za 600 zł, miałem duże oczekiwania, co do nowego sprzętu. Być może za duże. Osoba nie znająca „chińskiej alternatywy” być może będzie w pełni zadowolona z tego modelu, a wydaną kwotę 2400 zł uzna za dobrą okazję, wszak nie jest to najwyższy i najdroższy model w rodzinie Samsunga.

Jednak z mojej perspektywy byłyby to najgorzej wydane pieniądze na przestrzeni kilku ostatnich lat. Celowo piszę „byłyby”, ponieważ odkurzacz udało mi się dostać w rewelacyjnej promocji za 850 zł. Jak się domyślacie, został on sprzedany znacznie drożej, a po mieszkaniu już od tygodnia uwija się nowy sprzątający kolega. Na tym etapie mogę tylko napisać, że jest to sprzęt w cenie grubo poniżej tysiąca złotych, marki której raczej się nie spodziewacie i na razie spisuje się rewelacyjnie…

Udostępnij
Dariusz Brzóska
Dariusz Brzóska

Z zawodu handlowiec z prawie 15-letnim doświadczeniem. Sercem zawsze w branży IT. Po godzinach prowadzę bloga o smart home, kanał youtube z animowanymi statystykami oraz projektuję strony internetowe. W wieku 40 lat podjąłem ryzyko i spełniam się zawodowo jako marketer.